"Najbardziej podstawowym ludzkim prawem, oprócz prawa do życia, jest prawo do kontroli własnego umysłu, co oznacza prawo do samodzielnego decydowania, w jaki sposób będziemy badać świat wokół nas, jakie wnioski wyciągniemy z doświadczeń własnych i innych i wreszcie jak odnajdziemy sens życia naszego i nadamy mu cel." John Holt
sobota, 22 maja 2010
Nietzsche cdn
środa, 21 kwietnia 2010
maski, maseczki, twarze
czwartek, 18 lutego 2010
Dzieci i mózg
piątek, 13 listopada 2009
Twórcy i spożywający
"Twórcy i spożywający – Każdy spożywający sądzi, że drzewu zależy na owocu; ale drzewu zależy na nasieniu – Na tym polega różnica między wszystkimi twórcami i spożywającymi."
Friedrich Nietzsche
czwartek, 29 października 2009
Porównanie bez porównania
Studencka rzeczywistość jest przygniatająca. Większość studentów nie zachowuje się poważnie i co za tym idzie wykładowcy nie traktują wszystkich studentów tak jak byśmy sobie tego życzyli. Wiem, zawsze są dwie strony medalu, ale co wam powiem to wam powiem ale wam powiem: wykładowcy na prywatnej uczelni inaczej zachowują się w stosunku do studentów niż na państwowej. Czy pieniądź zmienia rzeczywistość? Pod pewnymi względami czyni ją bardziej brutalną, czyli może bardziej rzeczywistą(?), a pod innymi prostą, normalną.
Załatwienie spraw w dziekanacie uczelnii państwowej jest skomplikowane i wymaga dużo samozaparcia, podziwiam tych którzy sobie z tym radzą, ja po ostatniej porażce poprosiłam koleżanke o dalsze manewry bo brakło mi sił. Nie dość, że godziny przyjmowania mają niekonwencjonalne i nie obchodzi ich czy pracujesz czy nie, nie dość, że stoisz w tej kolejce i modlisz się żeby nie zamknęły ci dwi przed nosem o wyznaczonej godzinie zamknięcia( często tak robią), to często mają mnóstwo pretensji i nie masz prawa się pogubić czy czegokolwiek od nich wymagać, wręcz czujesz się jak byś ty był dla nich, a nie one dla ciebie.
Natomiast dla odmiany na prywatnej dostałam syndromu uciekającej szczęki kiedy pani dziekan od spraw studenckich zaglądając do dziekanatu(gdzie mnie miło obsługiwano) zapytała o samopoczucie i okazała zmartwienie, słysząc, że źle się czuję, proponując szklankę wody.
Niech mnie dźwiczki ścisnął jeśli źle postrzegam przedstawioną wyżej rzeczywistość.
wtorek, 29 września 2009
I stało się ...
Egzamin, dyplom, pierwsza praca. I stało się. Jestem nauczycielką, oczywiście w przedszkolu, ponieważ nie widzę siebie w innej roli w tej chwili. Po tym pierwszym miesiącu muszę powiedzieć, że stały się rzeczywistością i moje obawy i moje marzenia względem tej pracy.
Dzieci. Przedszkole to czas nauki samodzielności, współzabawy z rówieśnikami. Mali ludzie starający się radzić sobie ze swoją rzeczywistością. Bo przyjście do przedszkola, zabawy, umycie rąk, zjedzenie, to ich codzienność która wcale nie jest łatwa. Jak emocjonalnie poradzić sobie z tym, że trzeba zostać bez mamy? Jak bawić się z dziećmi, być lubianym i zrozumianym? Jak zrobić siusiu bez pomocy mamy? Jak słuchać się pani jeśli wokół tyle dzieci i ciągle coś zajmuje twoją uwagę? Jak odkręcić ten wielgachny kran? W końcu, jak zjeść zupę żeby się nie wylało, albo żeby znów nie zostać ostatnim dzieckiem z pełnym talerzem? A pani tylko pośpiesza i ciągle chce by coś było zrobione raz dwa i to bez rozmów! Ech ciężkie to życie.
Pani. Tabun dzieci którymi trzeba mówiąc krótko - zarządzać. Tego dzisiaj nie ma, tamten ma katar, ten przyjdzie później, tamten nie pije mleka, a tego do niczego nie zmuszać. Pomieszanie z poplątaniem, organizacja z nauczaniem, wszystko wszędzie i to jak najprędziej.
Czy to może się udać... ?
środa, 3 czerwca 2009
Ocena
“Oceny zatruwają edukacyjne środowisko” - twierdzi profesor Rancourt. “Trenujemy studentów, by byli posłuszni i próbowali czytać nam w myślach, zamiast być katalizatorem w ich procesie nauczania.”
Owa wypowiedź Kanadyjskiego profesora fizyki który sprzeciwił się ocenianiu studentów i wszystki z marszu wystawił A+ powraca do mnie w tym jakże trudnym okresie dla studenta. Letnia sesja zbliża się wielkimi krokami wycinając miesiąc(conajmniej) z życia studenta. Wszystkie książki które chciałabym przeczytać musze odłożyć na półke lub zwrócić do biblioteki ponieważ muszę zająć się wkuwaniem. I właśnie ten cytat bardzo trafnie opisuje rzeczywistość. Ponieważ uczenie się do kolokwiów i egzaminów polega na rozszyfrowaniu wykładowcy i formy egzaminu - jak to zrobisz to już połowa sukcesu. Druga połowa będzie wtedy gdy z książek i materiałów które przeanalizowałeś przez te kilka miesięcy musisz wyciułać na kartke zdania pozbawione kontekstu ale z konkretną wiedzą która podpada pod skrypt wykładowcy. Potem należy zebrać tą wyuzdaną wiedzę i wtłoczyć do głowy... i tak można zdać sesje. Szerze to jest przykre, ubliżające i łamiące psychicznie jeśli ktoś zwróci na to uwage, jeśli ktoś sam myśli, sam czuje.
Przypomniało mi się jak jeden z moich ulubionych wykładowców kiedyś po serii dosyć interesujących wykładów na które przychodzili tylko ci co chcieli posłuchać, zrobił egzamin który był parodią egzaminu i wszyscy dostali w miare dobre oceny. Na tym egzaminie pamiętam byłam tak wzburzona formą zaliczenia, że chciałam wyjść i oddać pustą kartkę na znak protestu. Nie mogłam uwierzyć, że tak się wszystkim totalnie upiecze niechodzenie i totalny brak zainteresowania tematem wykładów. Po jakimś dłuższym czasie zrozumiałam, że wykładowca ten postąpił podobnie jak profesor z Kanady. Tylko szkoda, że jego wykład pomimo interesującego tematu, był tylko zwykłym wykładem, interesującym, ale jak zwykle w biernej formie studenta mogłam mieć tysiąc pytań, wątpliwości, czasem nawet wypieki na twarzy z zainteresowania, ale wszystko to zostało we mnie, bo wykład to wykład - profesor wykłada stojąc nad tobą, student słucha siedząc pod nim- i tak omija nas spotkanie intelektualne do którego nigdy już nie będzie okazji. I tym różnił się od wykładów prof Rancourt.