Instytucja zewnętrzna w obecnych czasach jest w stanie w pewnym ramach (podstawie programowej) zebrać tłum ludzi w tym samym wieku i mniej więcej próbować określać ich wiedzę i umiejętności, które kiedyś były potrzebne. W molochowej szkole można mieć dobre wyniki edukacji dzieci jeśli uczy się ich prostych rzeczy tzn. właśnie jakiegoś rodzaju liczenia czy definicji. Ale jeśli chcemy zacząć uczyć dzieci myśleć, wnioskować, wypowiadać sądy, to nie jest już tak łatwo. Indywidualne podejście w 25 osobowej klasie nie istnieje. Nie można skupić się na jednym dziecku, wiedzieć w jaki sposób uczy się najlepiej i pomagać mu rozwijać jego umiejętności. Wszystko co dzieje się w dzienniku, programach, metodykach i scenariuszach jest skierowane do bliżej nieokreślonej grupy w danym wieku z mniej więcej wiadomymi umiejętnościami (ten sobie z zadaniem poradzi, tamtemu pomoże kolega z ławki, a ten to wiadomo, przesiedzi i wyjdzie, bo co mu zrobić).
Myślę, że illich zauważył problem naszych czasów, a nie problem sposobu edukacji. Problemem naszych czasów jest to, że szkoła nie jest już potrzebna w ogóle w takiej postaci w jakiej istnieje. Obecnie nie uczymy już dzieci podstawowych umiejętności, zmieniły się obszary, które mamy rozwijać u dzieci. Mamy uczyć współpracy, kreatywności, i wszystkiego co wymieniłam wcześniej. W takim postrzeganiu szkoła nie powinna być już miejscem, w którym zdobywamy wiedzę na dane tematy, tylko miejscem w którym uczymy się wykorzystywać materiały, które są ogólnie dostępne. Nierealnie tworzony świat podręczników i zadań, który był kiedyś potrzebny - teraz nie ma racji bytu. Teraz wszystko ma być oparte na przykładach z życia i doświadczaniu, obserwacji. A więc powinno opierać się na realnych rzeczach, a nie wymyślaniu nierealnych zadań.
To mierzenie o którym pisze Illich mnie przeraża. Nie rozumiem dlaczego, szkoła miałaby mieć taką jakąś szaloną wartość i miałaby stwierdzać jaki ktoś jest. Szkoła ma być narzędziem do wzrastania mniejszych ludzi, do socjalizacji i nabywania nowych umiejętności. A jakie to konkretnie będą umiejętności i czy będzie wiedziało co to jest jezioro polodowcowe, to powinno zależeć od jego zainteresowań. Zmuszanie dzieci do uczenia się konkretnych rzeczy, które uważamy za ważne dawało dobre wyniki przy nabywaniu podstawowych umiejętności jak pisanie, czytanie, liczenie. Teraz już nie.
Dzieci nie powinny być mierzone miarą szkoły. Oceny nie powinny mierzyć dzieci jako osoby. Popełnianie błędów jest naturalnym stanem rzeczy. Nie strach przed ocena powinien wypełniać dzieci, a ciekawość. Tylko to wcale nie jest proste znaleźć tematy, które interesują dzieci. To jest bardzo trudne. Ale możliwe.